Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shame Show. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shame Show. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lutego 2013

Shame show (2/?)


Witam ponownie, gdzie po raz drugi będę odpoczywała od Greya (w Marcu Greya wszystko powinno wrócić do normy, chyba, że mi się znudzi wcześniej ;) ).
Ale! Dorobiłam się chyba swojej własnej maskotki. Nad postem, dumnie prężąc swoją pierś, wita się z Wami... mrówkojad! A że niedługo walentynki, to i szablon został zmieniony.
Nie, Grey się z nami tutaj kochać nie będzie. Zresztą, patrzcie, co on mi zrobił:



ROZDZIAŁ DRUGI

1
Witeris patrzył jak drowka strzela z pistoletu do tarczy. Każdy błękitny płomień trafiał w środek. “Będzie jednym z najlepszych” pomyślał. Siedząc w fotelu wrócił do czytania książki.
Byli w zamku (zamek to takie... wielkie słowo) od ponad tygodnia. Mimo, że szukał Theritza oni razu go nie spotkał. Jego i Iks.
Zamek był średniej wielkości zbudowany z granitu. (zamek z granitu, o kurwa, ale mam wyobraźnię) Czasem przychodzili do Witerisa Wysłannicy, ale i tak tylko na chwilę. Tak to starał się idealnie wyszkolić Idril. Był zadowolony z jej postępów. (Damm u Grey. Nie mogę teraz tego zdania przeczytać, bez myślenia o tamtej durnej książce...) (...co bardziej niepokojące, ja też nie.)
Drowka przestała strzelać i usiadła naprzeciwko niego, chowając broń.
-Kiedy pójdziemy na jakieś zwiady? Prawie cały czas siedzimy z zamku!
-Spokojnie Idril (jak zamiast Idril przeczytacie Ashavi to wiedzcie, że chodzi o nią XD). Wiesz, że to niebezpieczne.
-Przecież nic mi nie zrobią! Jak uderzą to jakby piórkiem dostała - prychnęła zakładając nogę na nogę.
-Chyba, że trafią w serce - warknął patrząc w kartki książki.
O tak! Mój ukochany Witóś musi mieć swoją mroczną i smutną historię! Nie byłby wtedy takie tajemniczy i mroczny <3
-Tak, jedyny bilet powrotny do życia. Ciekawe czy je solą czy jedzą w sosie własnym?
Witeris nie odpowiedział tylko wstał i poszedł do swojego pokoju.
-Ej! WItuś! Czy ja powiedziałam coś nieodpowiedniego? Wituś! - usłyszała trzask drzwi. Westchnęła, wstała z fotela i dalej zaczęła strzelać do tarczy.
Jak ja to wymyśliłam, że ona ćwiczy w zamku? Z zamkniętym pomieszczeniu? A jakieś bhp? A jakaś no... odległość od celu?

2
Iks siedziała z Netro, bo takie dostał imię Gerius (wcale nie lepsze) na dachu jednego z domów w mieście i patrzyli na ulicę. Dziewczyna niezbyt go lubiła. Z zachowania Theritza wywnioskowała, że ten też za Netro nie przepada. Ale nie mieli innego wyboru.
Po ulicy przechodziły różne istoty. Wszystkie jednak szły na egzekucję jakiegoś mężczyzny. Nikt jednak nie wiedział kim on był, ani za co został skazany.
Ten akapit powinien dostać Oskara. Czy raczej złotą malinę za sens. W pierwszym odruchu zrozumiałam, że ulice szły na egzekucję i zgłupiałam. ^^
Iks wstała i przeszła po dachu na najbliższy placu budynek. Netro poszedł za nią.
-Powinnaś była iśćza mną Iks. Ja jestem męższycną. A poza tym egzekucje nie są dobre dla kobiet. Pokusiłabym się wręcz o stwierdzenie, że mało kto lubi w takowej uczestniczyć. Szczególnie, gdy znajduje się w centrum uwagi. W sumie... to chyba masz rację XD Było wspominać o Greyu? Teraz ja mam głupie skojarzenia co do komentarza Winky. :P
-Tak, oczwyiście Netro. Masz całkowitą rację.
Prychnęła i w ostatniej chwili uchyliła się przed ręką mężczyzny. Kucnęła i podcięła go. (Czym? Ręką? Nogą? Kolanem? Głową?) Ten zachwiał się i spadł z dachu wprost w tłum gapiów. Iks zadowolona usiadła na kominie, a przynajmniej wyglądało to tak jakby siedziała, bo lewitowała w powietrzu. (A nad tym zdaniem wielka krecha “do poprawy!” i ja się wcale tej kresce nie dziwię czemu).
Pośrodku placu stała szubienica na podeście. tęgi mężczyzna krzyknął “wprowadzić go” i wszyscy zamilkli. Na podest wszedł mężczyzna o blond (Ha! Naumiałam się!) włosach i bordowych oczach. Iks momentalnie schowała się za komin, kiedy zobaczyła, że więźnia prowadzi Witeris. Netro powoli zaczął wchodzić na dach.
-On jest jednym z Namazańców, który za cenę jednego z naszych powrócił do życia. Powróci do swoich. (Co?)
Witeris milczał i patrzył się tępo przed siebie. (To kto mówił to coś wcześniejsze? Ten koszmarek monologowy?). Netro popchnął Iks, aby zmieścić się za kominem. Więzień zaśmiał się i popatrzył z kpiną na Shattena.
-Przegrałeś Wituś, przegrałeś z Namazańcem. Długo się broniła.
Skulił się, gdy dostał w brzuch małej wielkości świetlistą kulą. Witeris patrzył na niego ze złością.
Dwadzieś-cia lat ci to zajeło Dorco, Wysłanniku Bogów. Dwadzieścia lat w poszukiwaniu mnie.
Dwójka mężczyzn starała się powstrzymać go przed rzuceniem się na więźnia (kogo?)
-Zostaw go. Nie zasługuje na to, aby zginąć z twoich rąk!
-Zabić - warknął po chwili Witeris i zszedł z podium.
Jaką on ma tragiczną historię T.T Jakiego dramatycznego bohatera stworzyłam T.T Ja go KOOOOOCHAAAAAM!

Iks skuliła siękiedy ten przechodził obok domu, na dachu którego siedzieli. Patrzyła jak się oddala. Usłyszała trzask zapadki i mimowolnie wyobraziła sobie, jak więzień miota się na sznurku.
-Idziemy Iks. Koniec przedstawienia kobieto. To ma być koniec przedstawienia, kobieto?! Czy ty wiesz, że takiego wiszącego popaprańca można zdjąć ze sznurka w dwie minuty zanim sobie nieodwracalnie zrobi krzywdę? Wyobraź sobie, jakie DRAMATYCZNE WEJŚCIE można w takiej sytuacji pierdolnąć!
O tak, złego bohatera to ja umiem kreować jak nic XD
Nie chciało jej się nawet dyskutować i tylko zeskoczyła, a raczej zleciała z dachu i poszła w kierunku lasu.

3
Iks podeszła i przytuliła się do Theritza. Byli na polanie, a plama krwi już prawie zniknęła. Nitro popatrzył na nich z ironią i poszedł przed siebie w las.
Super, jest sobie plama krwi i jeszcze trochę i ałtoreczka wykreuje sobie bohatera na jej podstawie, bo cięgle o niej wspomina. Jaki to ma sens? Nadanie tajemniczości i mroczności pewnie!
-Trzeba się go pozbyć - mruknęła cicho jak ten tylko zniknął z jej pola widzenia.
-Przerabialiśmy (O, a tutaj jest ciekawy błąd, bo która ałtoreczka napisałaby kiedykolwiek: ) tę kwestią. Nie da się. Chyba, że zaprowadzimy go do jakiegoś Wysłannika, a wtedy szanse, że przeżyjemy są nikłe.
Ja tam problemu nie widzę
A ja odrobinkę nie rozumiem, o co chodzi. xD
-A jak z poszukiwaniem zaklęć?
-Znowu nie ta księga...
-Znajdziemy ją... w końcu... może...
Usłyszeli krzyk Nitra. Iks wstała powoli, a Theritz tylko ziewnął ukazując ostre jak brzytwa zęby. Dziewczyna poszła w kierunku mężczyzny, patrząc w niebo. (pod nogi patrz idiotko... ten krzyczy, a ty sobie idziesz powolutku oglądając chmurki...) Było błękitne, a tylko gdzieniegdzie sunęła leniwie jakaś chmurka. W końcu potknęła się i upadła wprost pod czyjś nogi. “Szczęście czy pech, że w nic nie weszłam?” jęknęła w duchu szybko wstając.






-Chyba mam dzisiaj szczęście - głos Witerisa był chłodny. Mierzył w nią z dorco. Obok leżał Nitro, powoli znikając.
Jak to się nazywa... deus ex machina XD? Chyba powinnam stanąć do konkursu w tej kategorii XD
-A więc spotykamy się po raz czwarty.
-Widziałem cię tylko raz.
-A ja cię cztery. (Mówiłaś...) Pewnie nie mogę nawet... MAŻYĆ o kurwakurwakurwa... o tym, że mnie puścisz wolno - unikała patrzenia mu prosto w oczy.
-Zgadłaś. Theritz pewnie nadal szuka osoby, aby wrócić do życia.
-Nie posługujemy się takim sposobem (No chyba widać, dalej są MARTWI... tj. w połowie) Szukamy księgi, ale i tak to już nie jest ważne.
-Wszyscy tacy jak ty są do siebie podobni. I nie mów mi o tym, że szukacie tego zaklęcia. Mam uwierzyć (Już raz mówiłam Dev! Pisz prawdę!) … uwieżyć, że nie kożystacie (!) z serc tak jak większość was? - zaśmiał się chłodno.
-Większość, ale nie wszyscy.
-Przestań, bo i tak ci nie wierzę (Po tych całych mażeniach, uwieżeniach, tutaj napisałam poprawnie. Wtf ja robiłam?)
-Ona tak zginęła? Przez podobnego do mnie?
Po raz pierwszy popatrzyła mu w oczy. Przez chwilę dostrzegła w nich smutek, ale odrazu zastąpił go chłód. Nie zamierzała odwrócić zw/wzroku. “I tak zginę”. (I chciała popatrzeć przed śmiercią w jego piękne, granatowe oczy <3)
-Co cię to obchodzi?
-Kochałeś ją... - tymrazem i on popatrzył jej wprost w oczy.
-Jesteś tylko...
-Nie mogę mieć rzadnych (!) uczuć? - przerwała mu - Przykro mi z jej powodu. Ale nie każdy jest taki sam jak jego gatunek. (Następne zdanie nominowane do kategorii maliny roku)
Witeris przymknął oczy i opuścił broń. Iks zaniemówiła na dłuższą chwilę.
-Idź. I pozdrów Theritza.
Nie musiał powtarzać. Dziewczyna pobiegła przed siebie.

4
Witeris wszedł do zamku. Nie wiedział dlaczego puścił Namazańca. “Przecież to paranoja” pomyślał. W środku panował mrok. Machnął ręką i wszystkie świece zapaliły się. Przed nim stali Idril i jakiś mężczyzna o białych sięgających ramion włosach i pomarańczowych oczach.
-Witaj gwiezdny.
-Mówiłem ci, abyś mnie tak nie nazywała - warknął i zmierzył ich chłodnym spojrzeniem. Nie podobał się mu uśmiech mężczyzny - O co chodzi?
Ok, przy kreacji bohaterów, przy Witerisie, napisałam jakieś tam cechy, pewnie tajmniczy i wokle, ale tam też było, że jest chłodny. I chyba... za bardzo to sobie wzięłam do serca, ten chłód...
-Pomogłeś Namazańcowi Shatten. Ten, który tak ich nienawidzi i wpaja nam, że mamy ich niszczyć pozwolił jednej z nich uciec. Gratuluję... - rzekł mężczyzna nadal uśmiechając się.
-Nie wiem o co ci chodzi i radzę ci odszczekać te brednie.
-Obawiam się gwiezdny...
-Nie mów do mnie gwiezdny Defire/Nemor!
-Zaczynamy się denerwować? Ciekawe...
-To co powiedział Neares jest prawdą. Tym bardziej, że cię widział.
Witeris cofnął się o krok, a Neares kiwnął gwłową (kwik XD) Spod sufitu zeszkoczyła czwórka dorco na Shattena. Zanim zdążył zareagować wykręcili mu ręce, a na szyję założyli miedzianą obrożę. Poczuł jak miedź zaczyna ranić i pażyć (!) mu skórę. Dorco odskoczyli, a Witeris automatycznie złapał obrożę, aby ją rozerwać. Poczuł potworny ból w rękach. “Ta cholerna miedź” przeknął w duchu. (To słowo ma w sobie tyle uroku. Kojarzy mi się tak, jakby to przekinanie były czymś pośrednim między kaszlnięciem, przełknięciem a pójściem spać. ^^) (No nie :D? Nie ma “urwał” “cholera” tylko takie... tak, to też było chyba moje ulubione słowo, zaraz obok mruczenia)

5
Iks siedziała na skarpie i patrzyła w dół, jak marskie fale rozpryskują się o skały. To musi być Morze Martwe. Które zmarło na marskość fal. Chyba od nadużywania WUTKI. Od ostatniego spotkania z Shattenem (Łobozióziezió, przeczytałem “Shatnerem”...) minęły trzy miesiące. Z jednej strony cieszyła się, że udało jej się przeżyć, ale zastanawiała się czy nie lepiej było wtedy milczeć i poczekać aż Witeris strzeli i ją zabije. (Oj, trzymajcie się, filozofa czuję...) Wystawiła rękę i popatrzyła jak liść przelatuje przez jej dłoń. Nastała jesień. (Bo przez nią listek przeleciał!? O mamuuuuśku, Grey, coś ty zrobił z moim umysłem!)
Powoli wstała i przeciągnęła się leniwie. Od pewnego czasu często rozmyślała o tym co by było gdyby Shatten jednak pociągnął za spust. Pewnie nie stałaby teraz tutaj, ani nie uciekała przed resztą dorco, ani nie szukała by (!) zaklęcia. Przeklnęła (Żebym chociaż nauczyła się w końcu jak to się pisze...) soczyście pod nosem i poszła przed siebie tuż przy klifie. “Obojętnie czy stadnę czy nie to świat będzie taki sam”, szła zerkając w dół. (Winky, czy ty czuuuuuuuujesz tę głębię!? Lepsza niż u Michaśki XD Utonęłam!) Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy Theritz pojawił sięobok niej. Kwestia przyzwyczajenia.
-Nadal nie masz zamiaru mi powiedzieć kim byłam, ani dlaczego Witeris mnie póścił (!). Prawda przedowniku?
-I tak cię nie rozpoznał. Nikt nas nie rozpoznaje i nie kojarz/ż(Jest progres! Na coś poprawiłam! Tylko co z czego.) z poprzdnim “JA”.
-A szkoda. Może by nam ktoś pomóg. (Gdyby ktoś was “rozpoznawał” nie było by tragizmu, więc siedź cicho).
Szła dalej patrząc tym razem pod nogi. Przewodnik szedł obok nieodzywając się.
-A może by tak znaleść (!) jakiegoś młodego dorco i zrobimy to co większość naszych? - rzekła w zamyśleniu. (Grey, wynocha, wynocha, cholera, z mojego umysłu!)
-Przestań Iks.
-Ale dlaczego? To szybsze i prosts/rze...(?)
-Nie! Słyszałaś?! Nie zniżamy się do takiego poziomu!
Theritz wyglądał na mocno zdenerwowanego. Iks popatrzyła (Zacznę liczyć: popatrzył/a, mruknął/ła, przeklnął/ła). na niego i wzruszyła ramionami.
-Jak chcesz, ale uważam, że tak byłoby prościej. Oni likwidują nas, a my ich. (Ał, bicz!)
-Ty lepiej już nic nie uważaj Iks. Zachowujesz się jak Nitro.
-To było niemiłe.
-Bo miało takie być.

6
Iks patrzyła (mówiłam! w trzecim rozdziale będę wszystko liczyła! Zobaczycie! Matko Borsko kochano, ja teraz mam takie schizy, że mam wrażenie, że ciągle w trakcie pisania powtarzam o patrzeniu, spoglądaniu, zwracaniu wzroku i wszystkich synonimach, jakie tylko istnieją, i boję się, że ktoś to uzna za błąd. O_O) jak człowiek karmił świnie, które tylko pokwikiwały ze szczęścia. (Tylko? To co miały jeszcze zrobić? Ze**ać się ze szczęścia? Kficzeć, jako i ja kficzę ^.^). Niezadowolona i znudzona do granic możliwości rozejrzała się po prawie pustej wiosce. przeszła przez ścianę do jednej z niedużych chat. Kobieta o włosach koloru przesznicy (I rzyta. Dev, ja tu PIJĘ [kakało, żeby nie było].) gotowała coś na prowizorycznym palenistu.
-Brak magi, brak życia - skwintowała (SKWINTOWAŁA, ja pierniczę) 




(Swoją drogą, autor ANTHARU by chyba teraz brała mnie w swoich wykładach jako twór zachłystu magią niejakiego Pottera XD)
Podeszła do kotła i zerknęła na niego. Na wierzchu pływały przeróżne wa... wa... WAŻYWA (ważne, że żywa), a ciecz przybrała kolor śmietany (Nagle dostała takiego koloru? To chyba przez te ważywa). Kobieta przyprawiła jeszcze zupę i usiadła w fotelu (Acha, opuszczona wieś i fotele mają... jasne...) Po paru minutach drzwi do chaty otworzyły się z wielkim hukiem i wszedł mężczyzna, wysoki i dobrze (Ja pierdzielę, trzymajcie się....) ROZBUDOWANY. Oczywiście łysy z zarzuconą skórą niedźwiedzia na potężne barki. (Dlaczego “oczywiście” będzie mnie prześladować przez resztę mojego życia...).
-Kobieto! Dawaj obiad (No przecież, że był tam obiat, tylko mi wstyd.) i to natychmiast, bo będzie niemiło. (Nie podleję kwiatków!)
Kobieta szybko wstała i nalała mu zupy. Zmęczone oczy były mocno podkrążone. Usiadła przy stole naprzewicko męża.
-Wiesz kobieto? - Nigdy nie mówił jej po imieniu - No pewnie, że nie wiesz. Dziś przyjeżdża do nas mag! Taki prawdziwy i to nie jeden. (Nie jeden? Hm, czytajmy dalej.) Mam go chronić. Widzisz jaki jestem ważny? Ochraniać samego Maga!

Przerwa, każdy mało istotny bohater, który odzywa się per “kobieto” i uważa się sa super hiper ważnego - GINIE. Tak, wredny spoirer, bo to będzie w trzecim rozdziale, ale co tam. Patrzcie jak pięknie kreuję tych złych XD.

Kiwnęła w zamyśleniu głową, a Iks jak tylko mogła najszybciej wybiegła z chaty. Theritz pojawił się obok niej.
-Mag! - krzyknęli oboje.
-Gdzie? - zapytała.
-Chyba raczej, o której godzinie. O zachodzie słońca przyjedzie do miasta. (Pora, godzina, kto by się tam tym przejmował. Czepiasz się, w moim opku z gimnazjum władca goblinów umówił się z królem ludzi, że wojna wybuchnie na pewnym wzgórzu o godzinie 12:30. ^^)
-To może być koniec. A zarazem początek. (Kołelo! Schowaj się przy moim filozofowaniu!) Magowie nas widzą?
-To zależy. Ale ten chyba tak. (Skąd ty to, futrzaku kochany, wiesz?) Iks, my możemy wrócić do życia!
-Wiem mróweczko... - Theritz chrząknął -... Przewodniku, wiem! (Tak, nie wiem, czym są dla życia przecinki. )
-Gorzej jak nie będzie chciał nam pomóc.
Oboje umilkli. Popatrzyli (A-ha! Znowu!) na siebie i ruszyli w stronę wjazdu do wioski. (Wjazd do wioski... WJAZD DO WIOSKI, a wyjazd, kurna, gdzie!? Po drugiej stronie? Jednokierunkowa, czy jak?)

7
Idril uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze. Poprawiła bordową, krótką suknie(!) i założyła ciemnozieloną pelerynę. Odkąd (Podziwiajcie! Trudny wyraz, a jest poprawnie napisany! Schatten trafił do lochów niszczyli więcej Namazańców niż by ktoś przypuszczał. Tyle, że Namazańcami nie były już tylko zjawy, ale wszyscy, którzy nie chcieli im się podporządkować. (Ok, tłumaczę, wszystkich, którzy byli przeciwko nim, wybijali w pień. No, co, ja tego zdania w ogóle nie rozumiem!) A to dopiero początek - mówiła. Do pokoju weszła służąca zgięta w ukłonie. Szare szaty podkreślały jej róde (Ha! A tak było dobrze z tym “odkąd”.) włosy mocno zaczesane  w kok. Podeszła do Idril z cichym “pani” i podała jej list. Kiwnęła głową, a ta jak tylko mogła najszybciej wycofała się z pokoju. W miarę jak drowka czytała list uśmiech na jej twarzy bladł. (I robił tak: https://www.youtube.com/watch?v=T-oQlNDzZss aż zniknął).

8
Theritz i Iks stali za rogiem jednej z chhat i patrzyli jak do wioski wjerzdża (!) mag w biały płaszczu na równie białym koniu. (Ha! Czyli tylko jeden?) Obok niego szła czwórka mężczyzn ubranych w odświętne zbroje. (Jakie? Nie wiem, opisy nigdy nie były moją mocną stroną.) Sołtys podszedł do maga.
-Witaj panie! Cóż cię sprowadza w te strony?
-Nie twoja sprawa. Gdzie mogę przenocować?
Mamy dla dobrotliwego pana specjalnie przygotowaną chatę.
Mag zeskoczył z konie i rozejżał(!) się.
-Która?
Natychmiast podbiegł do niego mały, może ośmioletni chłopczyk, skłonił się i poprowadził go do jednej z chat.
-I proszę mi nie przeszkadzać! (Dobrotliwy jak cholera.)
Oboje patrzyli jak biały płaszcz znika w chacie. (Oboje tj. kto? Sołtys i chłopaczek? Chłopaczek i chata?)
-Nie traćmy czasu Iks - rzekł Theritz i oboje pobiegli w stronę chaty. Przeszli bez problemu przez ścianę i znaleźli się w bogato zdobionej izbie. Z otwartymi ustami patrzył się na nich młody mężczyzna o czarnych, krótkich włosach i fioletowych oczach.
-No... ten... to może... Cześć?! - wychrypiała Iks. (“Cześć” *pada na ziemię martwa*)

9
Idril siedziała na fotelu i patrzyła na zebranych dorco. Zaczynała się niecierpliwić.

Tuptaczek: Tylko już się pogubiłam. Co to jest dorco? To jest jedna nazwa i dla broni wyglądającej jak pistolet i dla organizacji zabijającej "namazańców" czy jeszcze coś innego? ;)
devis: dorco - broń, Dorco - organizacja... chyba XD

Tuptaczku, jak sama widzisz, wprowadziłam Cię w błąd. Sama ni cholery nie wiem, co, gdzie, jak kiedy.

-Chcecie mi powiedzieć, że magowie są przeciwko nam?
-I smoki pani. Wszystkie się sprzeciwiły.
-Jakim prawem?! Co je rozjuszyło? Inforent (Nie, kot nie przebiegł mi po klawiaturze, ostrzegałam, że będzie natłok durnych imion.) (To mi nie wygląda na kota, to mi wygląda na firmę consultingową) jesteś jednym z nich, chyba wiesz!? - Krzyknęła na mężczyznę stojącego najdalej niej.
-To co resztę, o pani - powiedział z pobłażaniem. Drowka warknęła. “Nie pozwól się sprowokować Id” - powtarzała w myślach.
-Wracajcie do roboty. Natychmiast.
Drowka patrzyła jak wszyscy opuszczają sale. Smoki były od zawsze z nimi. Musi podjąć w takim razie bardziej drastyczne środki.
(Oczywiście, że nie mam pojęcia co ich wszystkich tak rozjuszyło, no c’one XD)

10
Iks siedziała na dywanie obok Theritza i patrzyła na maga.
-Dlatego prosimy pana o pomoc. Zrobimy co pan...
-Mó mi po imieniu - powiedział z lekkim uśmiechem. (Czyli...?)
-Zrobimy co tylko będziesz chciał. (Jeśli ja skończę czytać Greya, to moja psychika będzie musiała przejść długą rekonwalescencję O.o)
Popatrzył na Iks i na krew zaschniętą na jej sukience. (Już nie sukni?)
-Przemiana będzie trwała rok. Tylko takie zaklęcie nekromanckie znam. Dodatkowo będzie bolesna, a przez większość czasu będziecie nieprzytomni. A ja będę musiał wyrzucić z życiorysu jeden rok. To dość dużo. Szczególnie w tych czasach.
Theritz spuścił łeb i wstał. Otarł się lekko o Iks i ruszył w kierunku ściany.
-To nie ma sensu Iks. Chodź...
-Chwila. Nie dałem jeszcze jasnej odpowiedzi. Zrobię to, ale będziecie musieli mi pomóc z dorco. Wtedy wszyscy będą zadowoleni. Zgadzasz się?
-A ten się jeszcze pyta - prychnął Przewodni.
-Jeden z nich niedawno póścił (Dobrze, że nie rozpÓścił.) mnie wolno. Ale... zgoda.
-Przeniesiemy się do zamku niedaleko stąd. Byłam tam jakieś dwa dni temu - mag wstał i uśmiechnął się - No to w drogę!
-Dzięki Delvo, nawet nie wiesz jak bardzo jesteśmy ci wdzięczni.
-I nawet nie wiesz jak bardzo jesteśmy zdziwieni tym, że nam pomagasz. (Imperatyw ałtoreczkowy, nie zrozumiesz.)
-Szukam tych, którzy pomagają mi. Ja coś daję tobie...
-A ty coś mi - dokończyła i wstała.
Po niecałej godzinie mag wyjechał z miasta z dwójką niewidocznych dla zwykłego oka towarzyszy.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ, a za tydzień zapraszam do cześci drugiej ;).


wtorek, 29 stycznia 2013

Shame show (1/?)

Witam w moim shame show! Mam zamiar zrobić coś, czego chyba jeszcze nikt z analizatorów nie zrobił. Na dodatek spełnię mokry sen osób zanalizowanych.
Oj wstyd mi, bardzo wstyd, ale... trzeba pokazać, że analizatorzy mają dystans do siebie! Że mamy jaja! I, że... nie jesteśmy idealni, nawet jeśli komentujemy tekst z góry na dół, z lewa na prawo...

Wiem, brzmi groźnie. Bo jest groźnie! Jest bardzo źle!

Przed państwem, coś, co powinno zgnić w szafie...

moja ksiONRZka z okresu między podstawówką, a gimnazjum!

Kilka słów, zanim przejdziemy do tego koszmarku. Mam zamiar przepisać wszystko z kartek znalezionych podczas sprzątania pokoju. Przepiszę WSZYSTKO, słowo w słowo, błąd z błędem. Oczywiście jak na dobrą książkę przystało kończy się w momencie no... nie kończy. Na szczęście zabrakło mi weny ;)

No to co, lecimy z tym tekstem. Kuba, Winky, trzymajcie się czegoś, bo będzie ostro!

P.S. oczywiście, że to ja jestem bohaterką! No, c’one!
P.S.2. Nawet nie wiecie, jak się boję to ukazać światu.



Ok, zaczyna się naturalnie niezwykle oryginalnie:

Pierwsza strona naturalnie zaginęła w akcji, ale ja pamiętam! Tak, po tylu latach wciąż pamiętam co tam było (miałam naprawdę niezłe plany co do mojej powieŹDZI).
Tak więc, jest sobie kobieta, która budzi się w jakimś pomieszczeniu, białym, świecącym, bez klamek i okien. Chyba jest półprzezroczysta.
...time, mister Freeman?
A przed nią siedzi mrówkojad. I chyba, ale tego nie jestem pewna, mówi jej, że nie umarła, ale żywa też już nie jest. Zombie normalnie, jak się patrzy XD
Nie wiem czemu, ale zwizualizowałem sobie tego mrówkojada palącego blanta.

-Kim byłam? I jak długo będę w tej postaci?
-Za dużo pytań jak na dzisiejszy dzień. Musimy już iść. Chyba nie chcesz spędzić tutaj całego czasu?
-Nie, raczej nie. Chociaż powiedz jak miałam na imię?
-Twoje dawne imię nie jest ci potrzebne. Teraz będziesz porostu Iks.
Ha! Przynajmniej nie pisałam Ci tylko ci!

I zanim ta zdąrzyła(!) krzyknąć “czekaj” przeszedł przez ścianę. Zamrukała z lekkiego oszołomienia. Wstała i pobiegła za nim mając nadzieję, że nie zderzy się ze ścianą. Zatrzymała się gwałtownie na leśnej polanie. Księżyc był zakryty za chmurami, ale mimo to wszystko dobrze widziała. . Odwróciła się i spostrzegła (uwaga, spostrzegła to moje ulubione słowo :D), że ściana zniknęła. Theritza (myślicie, że to może być jedyne, niedowymówienia słowo w tym natłoku? Czekajcie, tylko czekajcie!) nigdzie nie było. Spojrzała na ziemię i momentalnie zaczęła się cofać z kałuży krwi.
Ojoj, przydepła biednego mrówkojada.
Ok, czyli mamy pierwsze typowo opkowe zaczęcie: “tajemniczość”, noc i krew! Ale spokojnie, to będzie fantasy ;) Nie chcieli mojego kryminału analizować :(
Bo tu jest mrówkojad! Gadający mrówkojad! Co może być lepsze od gadającego mrówkojada? :D
-Tyle z ciebie zostało Iks.
Aha, czyli pewnie ktoś zastosował wobec niej Orbitalne Bombardowanie Krową.
Omal nie krzyknęła, kiedy Przewodnik [Theritz] zmaterializował się tuż za nią
Mrówkojada zerznęłam z “Szpital Królestwo”. Poza tym, niezły wzrok miała, skoro widziała to, co się dziele za nią.
-Nikt nie znajdzie ciała. Tylko niektórzy będą wiedzieli co się stało.
-Co?
-Chodźmy do miasta. Obserwując te wszystkie stworzenia można się wielu ciekawych rzeczy dowiedzieć.
-To jedyne nasze zajęcie? Obserwowanie?
-I słuchanie i spanie. I jeszcze parę innych rzeczy.
Nie, błagam, nie pytajcie mnie, co znaczy te “parę innych rzeczy”.
Theritz poszedł przed siebie w las. Iks wzruszyła ramionami i ruszyła za nim, przechodząc przez zalawone drzewo. Dopiero śmiech Przewodnika uświadomił jej, to, co zrobiła. Przeknęła (!)  w myśli.
...pisałaś po pijaku? Chciałabym, żeby to było wytłumaczenie. Już nigdy nie spojrzysz na mnie tak samo.

2
Iks weszła do karczmy za jakimś mężczyznął (!) zanim drzwi zdąrzyły (!) się zamknąć.
-Zobaczysz. Przyzwyczaisz się do tego.
No c’ome! Przed chwilą przełaziła przez zwalone drzewo i nic sobie z tego nie robiła, a teraz kombinuje!
Oboje (co? ten facet i Iks?) usiedli w kącie karczmy na podłodze. (tak! jest karczma! ZAWSZE musi być karczma w fantasy opku!) Dopiero teraz odważyła się spojrzeć na siebie. Miała na sobie czarną suknię poplamioną krwią. (to nie istotne, z tego co pamiętam i tak potem zapomnę, że miała jakąś suknię, więc jej ruchy powinny być no... sukniowe). Jej skóra była białą i lekko przezroczysta. Jak zjawa to zjawa, pomyślała z przekąsem.
W karczmie nie było dużo osób. Przy stole siedziała trójka mężczyzn dyskutujących o czymś zawzięcie. W jakimś kącie elf, o długich bląd (! no przcież, a czego się spodziewaliście XD przecież na kartce, a nie w wordzie to pisałam XD) włosach spiętych w warkocz, pisał list. Przy barze
Wróć. Bar w karczmie? To znaczy, ja wiem o co mi chodziło, ale bar w karczmie...? Dev! Wstydź się!
Przy barze stała dw... nie, nie zrobię wam tego 2 postaci owinięta ciemnobrązowymi pelerynami.
Owinięci byli jak dwie mumie. Coraz mniej tlenu mieli, tak byli owinięci.
-Ci wydają się interesujący - rzekł Przewodnik i ruchem łba wskazał na trójkę mężczyzn przed stole. Iks z zamyśleniu (!) kiwnęła głową.
-Czy jest więcej takich jak my? - zapytała po chwili.
-Niektórzy starają się byśmy w ogóle zgiknęli/znikęli/zgineli cholera wie, co tam jest napisane, tak jest pokreślone...
-Mówiłeś, że nikt nas niewidzi i niesłyszy (o tak, jak się pisze “nie” długo się uczyłam)
-A wyszłabyś z stamtąd,(nowa miejscowość, Stamtąd) (można gorzej, “z tamntond”) gdybyś wiedziała, że ktoś może cię zniszczyć? Są tacy, przy których nasze zdolności słabą, albo całkowicie zanikają. Jeszcze mniejsza grupa dostrzega nas. Werbują takich i stają się Wysłannikami Bogów. Dzięki pewnym amuletom reszta może nas zobaczyć. A jak już to zrobią to zabijają.
Uwielbiam ten fragment! Nie ma on całkowicie sensu! To w końcu mała grupa ludzi czy duża? Niektórzy mogą ich widzieć, co mają zdolności tylko, czy też ci, którzy mają amulety? I ta zgroza w ZNISZCZYĆ.
-Pięknie... dlaczego po prostu nie umarłam tak jak powinnam? (Because you are Mary Sue!)
-Złe pojęcie. Poprostu (idiotko! PO PROSTU, a nie POPROSTU! Wbij sobie to do łba!) zamieniłaś się w coś innego. Ci... robi się ciekawie.

3
Męzczyzna uderzył ze złością pięścią w stół. Jego twarz lekko oszpeconą bliznami wykrzywił grymas niezadowolenia.
-Wyprawa się nie uda! Już na samym początku zginiemy!
O! Czujecie to przerażenie!?
-Zbyt pesymistycznie do tego podchodzisz Geriusie
O nie, to ten moment. Moment  wymyślania nazw i imion.O nie.... ATAKUJE GERIUS!
Ok, ręka w górę, komu nie kojarzy się to z chorobą weneryczną?
Nie, ciągle się turlam.... Gerius XD
Podbijam stawkę. W podstawówce nazywałam swoje postaci takimi wzniosłymi imionami jak hrabia Partiz, Daria McHors czy Maria Zeberka. ^^ A jak mi brakowało weny, to ściągałam z gier i Disneya.
Gerius? Coś jak Darius, Garrus kalibratus...
-Zbyt (...) Gariusie. Co za problem pójść do Sole, odbić córkę burmistrza i dostać za to kupę pieniędzy?
-A może dziewczyna zakocha się w jedym z nas - rozma...... rozmażył, cholera, tam jest naprawdę rozmażył... się rudowłosy młodzieniec.
-Przestań gadać głupoty Er. To jak?
Kolejne głupie imię po raz... trzeci!
Iks, Er, zbieramy alfabet. :D
-Róbcie jak chcecie. Ja się na to nie piszę.
-Proszę bardzo. Ale pieniędzmi nie będziemy się z tobą dzielić.
Foch z przytupem
G... ten koleś na G. Nie, nie napiszę jeszcze raz tego imienia. Zapomnijcie. G-Man? przeczesał dłonią brązowe włosy i zamyślił sięprzez chwilę. Wiedział, że burmistrz da dużo pieniędzy za odzyskanie córki, ale do szybkiej śmierci mu się nie spieszyło.
-To jak?
-Niech wam będzie. Wyruszamy o świcie. Wypijmy więc za naszą wyprawę!
Wykrzyknął wstając i podnosząc kufel piwa. Elf popatrzył na nich z lekkim zdziwieniem. Po niedługim czasie mężczyźni rozeszli się. Do elfa podeszłą młoda kelnerka.
-Podać coś? - zapytała z uroczym uśmiechem
Ciekawe, czy tak uroczym jak mój, kiedy proszę o wpisy? A nie! Wróć, Ja, tj. Iks siedzi w kącie.
Ten nawet na nią nie spojrzał i dalej pisząc list pokręcił przecząco głową. ( A da się pokręcić twierdząco?) Kelrenka mruknęła coś pod nosem i odeszła.
Elf przeniósł wzrok na zegar wiszący na ścianie. Powoli dochodziła północ.
Tak! Bo wszystko musi się dziać o północy w nocy! +10000 do tajemniczości i mrohności.
Schował list i pióro i uśmiechnął się do wchozącej drovki. Ubrana była w ciemnozieloną pelerynę i bordową suknię. Jaki ja miałam szalony gust.... Na plecach miała przewieszony łuk i kołczan wypełniony strzałami. Miała czarne włosy opadające na ramiona. Jej rdzawe oczy zatrzymały się przez chwilę na ścianie naprzeciwko, ale nie dostrzegając nic podeszła do elfa i usiadła obok.

Ok, chwila przerwy. Skąd drowka? Ano, ówczesna przyjaciółka w swoich opkach czy sesjach rpg właśnie prowadziła drowkę, znaczy, mrocznego elfa X)
Heloo! To jest porządne opko! Przecież główna bohaterka, aŁtoreczka, potrzebuje swojej przyjaciółeczki! Z tym, że ona często zmieniała postacie, co zobaczycie zaraz.

-Suilad Idril. Dobrze, że przyszłać.
-Suilad Keathor. A więc, co to za ważna sprawa?
Ok, kto przeczytał to szybko i na głos kilka razy? I się nie opluł?
Ja przeczytałam “Ketonal”.
-Poszukuje cię pewien osobnik. Słyszałaś pewnie o - elf nachylił się bardziej i szepnął - Dorco?
O! A akurat dorco to jedna z niewielu nazw, z której korzystam do tej pory! Zrobiona przez przypadek, z literówki (miałam napisać draco, a wyszło... jak wyszło), ale uważam, że w tym natłoku jest ona najmniej debilna.
-To ten? - Keathor kiwnął głową. (Ha! Nie ma kiwnął potakująco! Winner!)
-Powiedział, że jesteś mu potrzebna. Zaraz tu przyjdze.
-A ty? Jesteś tam?
-Nie mam preferencji - mruknął pod nosem.
Drowka zaśmiała się. Pomyślała o czekającej ją przygodzie i uśmiechnęła się w duchu.

4
Iks popatrzyła na drowkę tak samo jak Theriz, który zwinął się w kłębek pod jej nogami.
-Czym jest Dorco?
-Nie wiem Iks, nie wiem. I to mnie niepokoi.
Pogłaskała go po łbie w zamyśleniu. Co ja tu robię uuu.... co ty tutaj robisz! - myśl ta przelatywała przez głowę raz po raz.
Każda porządna Mery Sue musi mieć swojego wymarzonego faceta. Oto on:
Drzwi do karczmy otworzyły się po raz kolejny. Tym razem wszedł młody mężczyzna o ciemnobrązowych włosach i granatowymi oczami, w których czaił się chłód. Rojejż/rz (serio nie wiem, poprawiłam, ale nie wiem co było oryginalne i czy poprawiłam dobrze :D) się po karczmie i jego wzrok spoczął na Theritzie i Iks. Oboje odrazu(!) wstali, tak samo kiedy wcześniej patrzyła na nich elfka. Tyle, że tymrazem (!) on patrzył prosto w oczy Iks. Usłyszała głuche warczenie Przewodnika i instynktownie zaczęła się cofać.
Mężczyzna wyciągnął zza płaszcza jakieś urządzenie podobne do pistoletu.
-No proszę. Kogo my tu mamy - rzekł idąc w ich stronę z cynicznym uśmiechem. Iks spróbowała przeniknąć przez ścianę, ale nie udało jej się.
-Przewodniku - jęknęła do Theritza. Ten nadal głucho warczał i szczerzył kły do przeciwnika. (A nie! Nie bójcie się, w tym pierwszym podrozdziale było ładnie napisane, chyba, że mrówkojad ma ostre zęby. Ktoś kojarzy Antubisa ze “Szpitala Królestwo”? No to tak wyglądał. Viva la oryginalność!)
Większość osób w karczmie (czyli drowka, elf, ten facet i kelnerka?) patrzyło na mężczyznę z podziwem i odsuwali się jak najdalej od ściany
-Zostaw nas. Nic ci nie zrobiliśmy - warknął Theritz. Iks ze strachem zdołała usłyszeć panikę w jego słowach.
-Istniejecie, a to mi wystarczy.
O matko! *mdleje* wy widzicie jakiego bad assa stworzyłam? Czyż on nie jest uroczy! Schowaj się Greyu O to nadchodzi prawdziwy łamacz damskich serc <3
Mężczyzna wymierzył w nich broń. Iks popatrzyła mu w oczy błagalnym wzrokiem. Ten jakby coś chciał powiedzieć, ale nie zdążył, gdyż Przewodnik zaatakował go. Tyle, że tymrazem (Durna ałtorko! Przestań te spacje zjadać raz po raz!) był materialny. Błękitny płomień wystrzelony z pistoletu trafił w sufit i odrazu (no nie słuchasz mnie...) zniknął.
-Uciekaj Iks! - krzyknął Theritz.
Wybiegła z karczmy nie odwracając się. Biegła przed siebie. Jak najdalej od tego mężczyzny i jego chłodnych oczu.
Zatrzymała się dopiero na środku polany, tam gdzie wcześniej była. Popatrzyła na kałuże krwi i przeklnęła. Spojrzała za siebie, szukając chodźby (!) nikłego cienia, ale bez skutku. Nie wiedziała dlaczego to robi. Przecież i tak nic nie zmieni. Chociaż...
Nie, też nie mam pojęcia po co to robiła. Ale wydaje mi się, że to miał być fragment, który pokazywał jak bohaterce jest trÓdno.
Przed nią pojawił się Theritz. Znowu był zjawą, ale na jego przawym boku widać było ranę, z której zączyła się srebrna krew.
-Ale jak!?
Przewodnik nieodpowiedział (!) tylko usiadł obok. Rana zaczęła znikać.
-Możesz mi to wytłumaczyć?
-To jest ten z Wysłanników. Padalce zmienili nazwę. Od dawna z nimi współpracuje.
-Ten mężczyzna? Kto to?
-Niechciałabyś wiedzieć.
Halo! Chyba już się dowiedziała!
-Ale jak to się stało, że byłeś, a raczej wyglądałek jak żywi - Theritz nieodpowiedział (jak pisać “nie” z czymkolwiek innym? Razem! To zawsze działa! By Dev) - To znaczy, że jest szansa, abym znowu żyła? - znowu cisza - Odpowiedz mi wreszcie!
-A myślisz, że ja jestem zadowolony z tego, że jestem zjawą!? Nie mogę nic zrobić, kiedy Wysłannicy są w pobliżu (Em.. Theri, jakby to... zaatakowałeś jednego swoimi kłami, swoim wielkim cielskiem, a i zapewne moja wena nie poskąpiła ci pazurów...)! W ogóle nic nie możemy zrobić (A te... em... “inne rzeczy”?)! Jesteśmy bezbronni i żyjemy dopóki któryś z nich nas nie zniszczy.
-Wybacz... - szepnęła i spuściła głowę - choby powinnam ci podziękować za uratowanie.
Wybacz, za co?
-Nie trzeba - powiedział spokojniej i popatrzył w zachmurzone niebo - Kiedyś znalazłem Księgę z zaklęciami, z której uczył się jakiś nowicjusz. Czekałem i pilnowałem jej przez wiele dni aż w końcu otworzył na zaklęciach przywołujących do życia (Nowicjusz!?). Było tam jedno, które nas może odmienić. Wypowiedziałem formułe do połowy zanim Oni się nie pojawili i nie zniszczyli Księgi. Dlatego na krótką chwilę mogę być taki jak kiedyś.
Iks przytuliła się do niego.
-Zobaczysz, znajdziemy zaklęcie.
-Chciałbym Iks, chciałbym. Nawet nie wiesz jak badzo. Śpij. Będę czuwał.
Albo to Dorco nas wcześniej znajdzie, pomyślała z niezadowoleniem zasypiając.

5
Iks poderwałą się gwałtownie z ziemi. Słońce dopiero wschodziło. Rozejrzała się, ale nigdzie nie widziała Theritza.
-Przewodniku? - krzyknęła. Odpowiedziała jej cisza - Theritz!?
-Hej, cisza jestem, nikogo tu nie ma.
Zaczęła nerwowo chodzić po polanie i nawoływać go, ale Przewodnika nigdzie nie było. Usiadła zrezydnowana (tak, chodzi mi o zrezygnowanie) pod drzewem.
-Świetnie, tylko tego brakowało - mruknęła pod nosem.
Ja pie_dzielę! Oni ciągle tylko mruczą pod tymi nosami!
Po chwili usłyszałą jak ktoś spiewał jakąś pieśń. Dotknęła dłonią drzewa. Nie przeniknęła. Szybko weszła na drzewo i schowała się w jego koronie. Na polanę weszła Idril. Iks przeknęła.
Ok, jak to wygląda w zeszycie. Jest Idril, przekreślone, Ashavi, przekreślone... i tak dalej.
Drowka przestała śpiewać i podeszła do kałuży krwi. Murknęła coś do siebie (znowu! mruknęła pewnie pod nosem!) Po chwili pojawił się mężczyzna z karczmy. Iks kurczowo zacisnęła dłoń na gałęzi. No to żegnaj miły świeciej jęknęła w duchu.
-Suilad Nemor.
-Suilad Shatten - odrzekła drowka.

6
Witeris miał opatrzoną banda... No napisz to analizatorko! Przyznaj się! bandarzem (a teraz zapłaczę kilka razy) ramię. Skuteg ostatniego spotkania z Theritzem.
My jesteśmy bezbronni! My nic nie możemy! My jesteśmy niewinni!
Ile to już lat mój przyjacielu - uśmiechnął się do siebie.
-Nieźle cię zranił. Sądzę, że chcesz mi coś niecoś (kę!?) wytłumaczyć o Dorco. Wczoraj... niezdążyłeś. (!)
Mężczyzna rozejżał (!) się, ale nie dostrzegając nic usiadł pod jakimś drzewem.

7
Nie spadnij Iks, nie spadnij! -powstarzała (!)kurczowo w myślach.(kurczowo w... myślach?)  Spojrzała w dół na Shattena.
-Biedna - rzekł wpatrując się w plamę krwi.
Jeśli spadnie to owszem - mruknęła w duchu.

8
-Co? - zapytała drowka siadając naprzeciwko niego.
-Kobieta, która tutaj zginęła. Dość długo się wykrwawiała.
-A teraz lata w niebie lub smaży się w piekle, jeśli była jakiejś wiary - Ja Filozof.
-Albo jest jednym z Namazańców.

9
“Namazańcy?!” Iks omal nie spadła z drzewa. “Czy naprawdę tak nas nienawidzi, żeby nazywać nas tak?”.
O tyle dobrze, że nie popaprańcy. :P

10 (urwał, zaraz zwariuję)
-No właśnie. Kim oni są?
-Zatrzymali się między życiem, a śmiercią.
-Jak duchy?
-Nie do końca, bo oni mogą wrócić do swojej dawnej postaci. Po prostu (nie oszukuj przy przepisywaniu!) … POPROSTU zamienili się w zjawy.
Nie widzę różnicy między duchem, a zjawą. No niestety. A jak ja nie widzę w tej chwili, to na pewno nie widziałam, jak to pisałam. Czyli... o matko, co ja wtedy robiłąm T.T
-Dlatego jeśli ta kobieta rzeczywiście jest Namazańcem to nigdzie nie ma ciała.
-Dokładnie. My im pomagamy w pełni dokońćać (.....!) żywota.
-Pomagamy - prychnęła drowka.
Mężczyzna sięgnął do kieszeni płaszcza i wyciągnął amulet. Podał jej go.
-Dzięki temu, niektórzy z Dorco mogą ich dostrzec.
-A inni?
-Tak, tutaj znowu jest POPROSTU Poprostu mają takie zdolności - rzekł usmiechając się - Pojedziesz ze mną do innego miasta. Tam nauczysz sięposługiwać bronią - wyją (!) zza płaszcza broń przypominającą pistolet (a dlaczego nie po prostu pistolet?) - nazywają to dorco. (bo dorco!) Niszczą każdą napotkaną duszę zabijając przeciwnika.
-Już chyba wiem skąd taka nazwa. Nie chciałabym czymś takim dostać.
-Racja. Dostaniesz swoją na miejscu.
-Świetnie. Kiedy wyruszamy?

11
Mężczyzna zagwizdał i z lasu wybiegły dwa czarne (a jakże by inaczej) konie o krwistoczerwonych ślepiach (Shadowmere! <3) i z pierzastymi skrzydłam (jednak nie... :c). Oboje wsiedli na nie i odlecieli.
Czy naprawdę w każdym opku te konie pojawiają się praktycznie znikąd?
Kiedy oddaleni byli od Iks o jakieś piędziesiąt (!) metrów ta spadła z drzewa. (A metrówkę to ona ma chyba w oczach...)
-Jakie szczęście, że nic nie czuję - mruknęła leżąc na plecach i patrząc się w niebo. “Po raz drugi przeżyłam spotkanie z Dorco”. Zaśmiała się nerwowo.
-Pzepraszam, co ty robisz? - pysk Theritza zasłonił jej całe niebo.
-Przewodniku! - krzyknęła wstając gwałtownie - Gdzieś ty był? Dobra, to zaraz. Lepiej posłuchaj co się tutaj wydarzyło.

12
-Czyli wiemy już trochę więcej.
A ja już nic nie wiem.
Oboje położyli się na trawie i patrzyli na chmury leniwe płynące po niebie. Iks kiwnęła z (!) zamyśleniu głową  
-Zawsze to coś. A ty? Gdzie się podziewałeś?
-Będziemy mieli jeszcze jedną osobę na karku. Pamiętasz tego Geriusa (przepraszam, myślałam, że to straszne imię już się nie pojawi...) z karczmy?
-Ledwo wyruszył, a już zginął!?
-Uwierzysz jeśli powiem, że w nocy, kiedy spał nadział się na własny miecz?
Powstrzymała śmiech i wstała. Nie była zadowolona z tego, że będzie im towarzyszył.
-Kiedy i jak go zabierzemy?
-Musimy wrócić do karczmy. Mam nadzieję, że Shattena nie będzie.

13
Iks przeszła za Theritzem przez ścianę do karczmy i cicho odetchnęła z ulgą. Rzadnego Dorco.
*gładzi z zamyśleniem (!) brodę* a wiecie, że jak dostałam opinię z poradni to miałam napisane, że w sumie nie do końca wiadomo, czy jestem dysortem, czy po prostu leniem? Naprawdę. Dobrze, że wymyślili coś takiego jak podkreślanie źle napisanych wyrazów...
Wspięli się po schodach i poszli do pokoju Geriusa. Drzwi były otwarte na oścież, a na łóżku było pełno krwi.
-Jak on to zrobił?! Przecież to prawie niemożliwe! (Wiecie co? Tutaj sobie zaznaczyłam, że jednak powinnam napisać to osobno. Ja pierniczę).
-I tak się nie dowiemy jak było naprawdę.
Podszedł do łóżka i dotknął łapą krwi. Natychmiast pojawiłą się nad nią mała, oślepiająco biała bryła, która wolno obracała się w każdą stronę.
-POPROSTU jej dotnij - rzekł i dotnął (serio, napisałam dotnij i dotnął) bryły. Odrazu (!) zniknął. Iks zrobiła to samo i pojawiła się w białym pomieszczeniu. Ze ścian sączyło się jasnobłękitne światło. Pośrodku zaś lezał Gerius ubrany w czarne spodnie i granatową tunikę.
Właśnie mi się przypomniało, że ona na to drzewo wlazła w czarnej sukni. SUKNI. Ha! Czyli dalej nie pamiętam jak była ubrana!
Theritz usiadł niedaleko ciała i ziewnął. Iks nie wiedziała jak długo będę (o! ałtoreczkowy podmiot mi tutaj wlazł! przecież wiadomo, że boCHaterką jestem ja XD) tu czekać, ale podejrzewała, że przynajmniej do wieczora.



Koniec rozdziału pierwszego, jak wrażenia XD? Bardzo starałam się wyłapać wszystkie błędy ale w tym natłoku to było cholernie trudne.


Dodatkowo, ten miesiąc, nadchodzący, ogłaszam moim małym prywatnym SHAME SHOW. Jak któraś z analizatorek/analizatorów chce się przyłączyć: zapraszam :D!
Tak więc... odpoczywamy od Greya, zapraszam za tydzień w czwartek ;)

Obserwatorzy