W tym rozdziale mamy powrót do windy,
pierwsze uniesienia, batmana i cudowny język, nad którym naprawdę się
trudziłam. Łupucupu jeszcze nie ma, ale chyba jeszcze przebolejecie ze mną te
dwa kolejne rozdziały?
Rozdział
piąty
Jest bardzo cicho. Panuje
półmrok. W tym łóżku jest mi ciepło i wygodnie. Hmm... Otwieram oczy i przez
chwilę spokojnie przypatruję się nieznajomemu otoczeniu. Nie mam pojęcia, gdzie
się znajduję. Wezgłowie za mną ma kształt olbrzymiego słońca. Wydaje się
dziwnie znajome. Pokój jest przestronny i cały w brązie, złocie i beżu. Już go
kiedyś widziałam. Gdzie? Przytępiony mózg walczy o odzyskanie wspomnień. Jasna
cholera. Jestem w hotelu
Heathman... w apartamencie. W
podobnym pokoju byłam razem z Kate. Ten wydaje się większy. O w mordę. Jestem w
apartamencie Christiana Greya. Jak się tutaj znalazłam?
Tak więc w ramach przypomnienia, bo na
pewno nie pamiętacie, co się działo w ostatnim, jakże fascynującym
rozdziale. Ana się upija, dzwoni do Greya a ten przybiega jej na ratunek przed
natrętnym Jacobem… Tfu! Jose!
Powoli wracają fragmenty wydarzeń
minionej nocy. Picie – o nie! – telefon – o nie! – wymioty – o nie! José i
Christian. O nie! Wzdrygam się w duchu. O nie!
O niech mnie, był na siłowni. Ma
na sobie szare spodnie od dresu i szarą koszulkę, która jest ciemna od potu,
podobnie jak jego włosy. Pot Christiana Greya, jakoś dziwne mi się to wydaje.
Mr. Grey ma grey spodnie, grey
koszulkę i grey włosy… Tj! Nie, włosy to on ma spocone.
Zerkam na niego. Kładzie na
krześle dużą reklamówkę i chwyta za końce ręcznika, który ma przewieszony przez
szyję.
Już chciałam się burzyć, że jak to,
Grey, biznesman, pełno kasy, helikopter i wokle wokle, a z reklamówką chodzi na
siłownie, ale niestety w torbie są nowe ubrania dla Any… Analizatorski smuteczek.
Podchodzi i siada na skraju
łóżka. Znajduje się na tyle blisko, że mogę go dotknąć, mogę poczuć. O rety...
pot, żel pod prysznic i Christian to odurzająca mieszanka, o wiele lepsza od
margarity, a coś już na ten temat wiem.
Skąd ten żel pod prysznic się tam
znalazł? A może się mył, ale się nie umył?
– Kiedy odpadłaś, nie chciałem
narażać skórzanej tapicerki w moim samochodzie i odwozić cię do domu.
Przywiozłem cię więc tutaj – wyjaśnia niespiesznie.
Najgłupsza. Wymówka. EVER.
– Strasznie cię przepraszam. Jego
usta wykrzywiają się w cierpkim uśmiechu.
– To był bardzo zabawny wieczór.
Nieprędko go zapomnę.
Ja też nie.
Znając życie i fakt, że była pijana,
to pewnie JUŻ nie pamięta.
– Nie musiałeś mnie wcale
namierzać tym swoim bondowskim sprzętem, który produkujesz – warczę. W jego oczach
dostrzegam zdziwienie i chyba lekką urazę.
– Po pierwsze, urządzenia do
namierzania telefonów komórkowych są dostępne w Internecie. Po drugie, moja
firma nie inwestuje ani nie wytwarza żadnych urządzeń inwigilujących, a po
trzecie, gdybym po ciebie nie przyjechał, najpewniej obudziłabyś się w łóżku
tego fotografa, a o ile pamiętam, nieszczególnie cię zachwycały jego zaloty –
oświadcza lodowatym tonem.
Wciąż, namierzanie telefonu to jest
szpiegostwo i nie jestem do końca pewna, czy jest to legalne. Nie, jestem
prawie pewna, że nie jest.
Zaloty! (…)
– Ze stron jakiej średniowiecznej
kroniki uciekłeś? – chichoczę. – Mówisz jak nadworny rycerz.
Konia z rzędem temu, kto znajdzie w
oryginale (bo ja go nie posiadam), co tam było zamiast słowa „zaloty”. Bo słowo
to jest ciągle w obiegu.
Jego nastrój ulega zmianie. Wzrok
mu łagodnieje, a na pięknie wykrojonych ustach dostrzegam cień uśmiechu.
Cytuję tuptaczka: „btw. czytam aktualnie "Emancypantki" Prusa
i tam spotkałam się z wyrażeniem "sznurować usta" nie podam
dokładnego cytatu, ale naprawdę było tam coś takiego, aż się zdziwiłam.” Tak więc nic więcej na temat szycia ust Greya nie powiem. A
autorce/tłumaczce zwracam honor ^^.
– Nie wydaje mi się, Anastasio. Ewentualnie mroczny
rycerz.
Uśmiech ma sardoniczny
Sardoniczność po raz pierwszy. Dla tych którzy nie wiedzą (ja sama pierwszy
raz się z tym spotykam): Uśmiech sardoniczny (łac. sardonicus –
sardoniczny, cyniczny, pogardliwy; gr. σαρδάνιος [sardanios])
– wyraz twarzy; określenie używane w zasadzie w dwóch znaczeniach: uśmiech
sardoniczny (medycyna) – nietypowy wyraz twarzy
nieco podobny do uśmiechu, z wyszczerzonymi
zębami, wywołany skurczem mięśni mimicznych, występujący jako objaw tężca lub skutek działania niektórych trucizn. uśmiech
szyderczy, pogardliwy Nazwa wywodzi się z greckiego σαρδάνιον γελα̃ν [sardanion
gelan], oznaczającego wymuszony uśmiech, który pojawia się na twarzy po
spożyciu ziela jaskra sardyńskiego zw. σαρδόνιον[sardonion]
albo σαρδάνιον [sardanion], rosnącego na Sardynii (gr. Σαρδώ [Sardo]).Według
powołującego się na dzieło Izydora z Sewilli (Etymologiarum sive originum libri XX) - autora
przypisów do dzieła Salwiana z Marsylii (O
rządach Boga) - starożytni uważali,
że roślina pochodzi z Sardynii (dlatego nazywano to ziele sardyńskim), i że jej
spożycie pobudzało do długotrwałego śmiechu,
doprowadzając w ten sposób ofiarę niemal do śmierci.
– Jadłaś coś wczoraj wieczorem? –
Ton ma oskarżycielski. Kręcę głową. Jakie wykroczenie teraz popełniłam? Zaciska
zęby, ale wyraz twarzy ma obojętny. – Musisz jeść. Dlatego właśnie tak się
pochorowałaś.
Pochorowała się, bo za dużo wypiła i
mieszała! Heeeellooooo!
– Dalej będziesz dawał mi burę?
– A to właśnie robię?
– Tak mi się wydaje.
– Masz szczęście, że robię tylko
to.
– Jak to?
– Cóż, gdybyś była moja, to po
takim numerze, jaki wycięłaś wczoraj, przez tydzień nie byłabyś w stanie
siedzieć. Nic nie zjadłaś, upiłaś się, naraziłaś się na niebezpieczeństwo. –
Zamyka oczy i wzdryga się lekko. Kiedy je otwiera, patrzy na mnie gniewnie. – Wolę
nie myśleć, co ci się mogło stać.
Jose próbował ją pocałować czy
poćwiartować i zgwałcić gdzieś w rowie, bo chyba czegoś nie zauważyłam…?
Ta myśl przedziera się przez
irytację wywołaną jego arbitralnymi słowami.
Porno dla
młodzieży, a tu takie wyrazy O.o Tłumaaaczko…?
– Nic by mi się nie stało. Byłam z Kate.
– I fotografem? – warczy.
Hmm... młody José. W którymś
momencie będę się z nim musiała rozmówić.
– Trochę go poniosło – wzruszam
ramionami.
– Cóż, kiedy następnym razem go
poniesie, może ktoś powinien nauczyć go dobrych manier.
– Ale z ciebie zwolennik surowej
dyscypliny – syczę.
– Och, Anastasio, zdecydowany
zwolennik. Nawet nie masz pojęcia, jak zdecydowany. – Mruży oczy, a potem
uśmiecha się szelmowsko.
To ja już nie wiem, czy to, że on jest
zapalonym bdsmmanem jest tajemnicą czy jak? Bo na każdym kroku podkreśla i
mówi, nie wprost, ale dwuznacznie, na temat co on by to nie robił, jak by on
się nie zachowywał i jakby nie poużywał napalonej taśmy malarskiej czy sznurka.
Ta taśma chyba będzie się ciągnęła za
nami przez cały czas trwania analizy. :D
Kto mi zrobi jej ładną grafikę ^^?
Przechyla głowę, nadal się
uśmiechając. Serce mi przyspiesza, a rdzeń przedłużony zapomina o wysyłaniu
sygnałów o konieczności oddychania.
I ten wybuch
śmiechu na wykładzie! To jest książka do biologii, czy, jeszcze raz, pornos?
-Idę wziąć prysznic. Chyba że ty
chcesz pierwsza? – Przechyla głowę, nadal się uśmiechając. Serce mi przyspiesza, a rdzeń przedłużony
zapomina o wysyłaniu sygnałów o konieczności oddychania. Uśmiech Christiana
staje się jeszcze szerszy. Wyciąga rękę i przesuwa kciukiem po moim policzku i
dolnej wardze. – Oddychaj, Anastasio – szepcze, po czym wstaje.
Ja myślałam, że to taka metafora, a
ona naprawdę ma problemy z pamiętaniem o oddychaniu…
To nie mroczny rycerz, ale biały
rycerz w lśniącej zbroi, klasyczny bohater romantyczny, sir Gawain lub
Lancelot.
O! Lancelot! Ten który wyłupucował żonę
królowi Arturowi!
Tj. dobry z niego rycerz był!
Co jeszcze mogę powiedzieć?
Chwytam torbę i pędzę do łazienki, daleko od niepokojącej bliskości nagiego
Christiana. Dawid Michała Anioła wypada przy nim blado.
Tak! Christian jak posąg! Zżynanie ze
„Zmierzchu” podejście pindzsetne!
Nie pocałował mnie w zeszłym
tygodniu. Jestem dla niego odpychająca? A jednak przywiózł mnie tutaj. Po
prostu nie wiem, w co on pogrywa. Co sobie myśli? „Spędziłaś w jego łóżku całą
noc, a on cię nawet nie dotknął, Ana. Dodaj dwa do dwóch”.
Bo byłaś pijana i mogłaś się porzygać
w trakcie…?
Nacieram nim ciało, fantazjując
na temat Christiana – że to on rozsmarowuje ten niebiańsko pachnący żel po moim
ciele, piersiach, brzuchu, między udami. O rety. Serce mi znowu przyspiesza i
to uczucie jest takie... takie fajne.
„Sznurowanie ust”, „zaloty”,
„arbitralne słowa” i wiele innych „archaizmów” i to słowo: FAJNE. Zdecyduj się
kobieto. Bo rozumiem gdyby tylko Grey używał takich słów, w końcu jego wzorem
jest Edward, ale do licha ciężkiego, tu każdy używa wszystkiego jak leci.
Wychodzę z kabiny i sięgam po dwa
ręczniki. Jednym owijam włosy, robiąc na głowie turban w stylu Carmen Mirandy.
Skąd ona te owoce wzięła z łazienki to
ja nie mam pojęcia.
Zaglądam do reklamówki. Taylor
kupił mi nie tylko dżinsy i nowe conversy, ale także jasnoniebieską koszulę,
skarpetki i bieliznę. O kurczę. Czysty stanik i figi – prawdę mówiąc to taki przyziemny,
praktyczny opis do nich nie pasuje. To śliczna bielizna jakiejś europejskiej
marki. Z jasnoniebieską koronką. Wow. Śliczna.
Grey jest tak zajebisty, że nawet jego
przydupas nie kupuje zwykłej bielizny.
Nieprzyziemna bielizna. Normalnie by
mnie to nie ruszyło, ale przy nawale tych wszystkich epitetów i Michałów
Aniołów bawi mnie to niezmiernie :D
Szybko się ubieram. Reszta
ciuchów też doskonale leży. Wycieram ręcznikiem włosy i desperacko próbuję nad
nimi zapanować. Ale jak zwykle odmawiają współpracy i jedyne wyjście to związać
je gumką.
One są jeszcze mokre, jak ty chcesz
nad nimi zapanować? I po co? Przed chwilą tylko je wytarłaś ręcznikiem! Autorka
opisuje „niesforność włosową” na siłę.
Christian siedzi przy stole na
drugim końcu pomieszczenia i czyta gazetę. Gazetę wielkości kortu do tenisa, co
nie znaczy, abym w niego grała, ale parę razy kibicowałam Kate.
Nie jestem w stanie sobie to
wyobrazić. No nie jestem XD
Christian informuje Ane, że Kate wie,
gdzie ta jest, bo poinformował Eliota, który spędził z nią noc. Ta już
panikuje, ale…
Christian przygląda mi się
władczo. Ma na sobie białą koszulę z rozpiętym kołnierzykiem i mankietami.
– Siadaj – wydaje polecenie,
pokazując na miejsce przy stole. Podchodzę i siadam tam, gdzie mi kazał,
naprzeciwko niego. Stół jest zastawiony jedzeniem.
– Nie wiedziałem, co lubisz, więc
zamówiłem wszystkiego po trochu. – Posyła mi przepraszający uśmiech.
Jak on jest uroczy! Najpierw krzyczy,
a potem przeprasza!
Chwila.
To chyba nie jest dobrze.
– Anastasio, uwierz mi, stać mnie
na to.
– Nie w tym rzecz. Dlaczego
miałbyś mi je kupować?
– Dlatego, że mogę. – W jego
oczach błysnęło coś szelmowskiego.
–
To, że możesz, nie oznacza od razu, że powinieneś – odpowiadam cicho, a on
unosi brew i nagle mam wrażenie, że rozmawiamy o czymś innym, ale nie bardzo
wiem o czym. Co mi przypomina...
–
Dlaczego mi przysłałeś te książki, Christianie? – Głos mam miękki. Odkłada
sztućce i przygląda mi się uważnie, a w jego szarych oczach płonie jakieś
niezgłębione uczucie. Jasny gwint – w ustach mi zasycha.
– Cóż, kiedy o mało nie wpadłaś
pod koła roweru i kiedy trzymałem cię, a ty na mnie patrzyłaś i mówiłaś
bezgłośnie: „Pocałuj mnie, Christianie, pocałuj”... – milknie na chwilę i
wzrusza ramionami. – Czułem, że jestem ci winien przeprosiny i ostrzeżenie.
– Przeczesuje palcami włosy. –
Anastasio, ja się nie bawię w serduszka i kwiatki, nie bawię się w ten cały
romantyzm. Moje upodobania są dość osobliwe. Powinnaś trzymać się ode mnie z
daleka. – Zamyka oczy, jakby się poddawał. – Masz jednak coś w sobie i nie
potrafię o tobie zapomnieć. Ale tego to już się chyba domyśliłaś.
Znów: chodzi, nachodzi, ratuje, zawozi
do swojego pokoju hotelowego, ale NIE! Ja jestem niebezpieczny! Trzymaj się ode
mnie z daleka!
Mój apetyt znika. Nie potrafi
zapomnieć!
– No to nie rób tego – mówię
szeptem.
Otwiera szeroko oczy.
– Nie wiesz, co mówisz.
– Więc oświeć mnie.
Siedzimy, patrzymy na siebie i
żadne z nas nie dotyka jedzenia.
–
Nie żyjesz w celibacie, prawda? – wyduszam z siebie.
Element komiczny. Chyba.
– Złożyłaś podanie także w moje
firmie, tak jak ci sugerowałem?
Oblewam się rumieńcem.
Oczywiście, że nie.
– Eee... nie.
– A co ci się nie podoba w mojej
firmie?
– W twojej firmie czy u ciebie? –
uśmiecham się kpiąco.
– Czy pani ze mnie drwi, panno
Steele? – Przechyla głowę i wydaje mi się, że go rozbawiłam, ale pewności nie
mam. Rumienię się i opuszczam wzrok na niedokończone śniadanie. Nie potrafię mu
patrzeć w oczy, kiedy używa tego tonu. – Chciałbym przygryźć tę wargę – szepcze
ponuro.
-Hej, chciałbym cię wyłupucupu.
Buziaczek?
– Więc czemu tego nie robisz? –
pytam cicho.
– Dlatego, że nie zamierzam cię
dotykać, Anastasio, a przynajmniej do czasu, dopóki nie będę miał na to twojej
pisemnej zgody. – Przez jego twarz przemyka cień uśmiechu.
Że co?
– Co to ma znaczyć?
– Dokładnie to, co mówię. –
Wzdycha i kręci głową rozbawiony, ale także zirytowany. – Muszę ci coś pokazać,
Anastasio. O której wieczorem kończysz pracę?
– Koło ósmej.
– Cóż, moglibyśmy wybrać się
dzisiaj albo w następną sobotę do Seattle i zjeść kolację u mnie. Wtedy
zapoznam cię ze wszystkimi faktami. Wybór należy do ciebie.
– Dlaczego teraz nie możesz mi
powiedzieć? – W moim głosie słychać rozdrażnienie.
– Dlatego, że miło mi się je
śniadanie w twoim towarzystwie. Kiedy już się wszystkiego dowiesz, najpewniej
nie będziesz chciała mnie więcej widzieć.
To się zaczyna! Tak! Moi drodzy,
docieramy do TYCH momentów! Czyli… Podpisywania umowy, a co wyście myśleli!?
Swoją drogą, gdyby facet zanim pójdę z nim do łóżka kazał mi podpisywać umowę
zastanawiałabym się, czym mnie zarazić chce.
O kuźwa. Co to oznacza? Wysyła
małe dzieci jako niewolników do jakiegoś zapomnianego przez Boga zakątka
świata? Na bank, całe stada. Należy do jakiejś grupy przestępczej?
To by tłumaczyło, dlaczego jest taki bogaty. Jest fanatykiem religijnym?
Impotentem? To akurat na pewno nie, mógłby mi to udowodnić nawet i teraz.
Rumienię się na myśl o ewentualnych wytłumaczeniach. To mnie prowadzi donikąd.
Chciałabym jak najprędzej rozwiązać tę zagadkę. Jeśli to oznacza, że tajemnica
Christiana Greya jest na tyle potworna, że nie
będę go już chciała znać, cóż,
poczuję wtedy ulgę. „Nie okłamuj się!” – wrzeszczy moja podświadomość. – „Dasz
drapaka tylko wtedy, jeśli się okaże, że to coś naprawdę mocno paskudnego”.
Np. obcy. Bogowieeee…. kobieto… już
czuć, że coś jest nie tak, a ty tam brniesz jak wariatka.
– Dziś wieczorem.
Unosi brew.
– Tak jak Ewie spieszno ci do
zjedzenia jabłka z drzewa poznania dobra i zła – rzuca drwiąco.
– Czy pan ze mnie drwi, panie
Grey? – pytam słodko.
Pompatyczny dupek.
Mruży oczy i bierze do ręki
swojego BlackBerry. Wciska jeden z klawiszy.
– Taylor. Będzie mi potrzebny
Charlie Tango.
Charlie Tango! Kto to taki?
– Z Portland powiedzmy o
dwudziestej trzydzieści... Nie, ma czekać w Escali... Całą noc.
Całą noc!
– Tak. Jutro rano na telefon.
Będę pilotował z Portland do Seattle.
Pilotował?
– W pogotowiu od dwudziestej
drugiej trzydzieści. – Odkłada telefon. Żadnego „proszę” ani „dziękuję”.
Ja naprawdę wiem, że Charlie Tango to
w tym przypadku helikopter, ale mimo wszystko nie mogłam się powtrzymać:
Charlie Tango:
when you can’t talk because you have company around or especially your
girlfriend..
you answer your phone and before your friend starts
talking about the girls you just met or anything you don’t won’t to talk about
in front of people ..just say charlie tango..
za: http://www.urbandictionary.com/define.php?term=Charlie%20Tango
Warto pokazać obsesję Greya na temat
jedzenia, gdyż może kiedyś dowiemy się o co chodzi.
– Jedz – mówi ostrzej. –
Anastasio, nie lubię marnowania jedzenia... jedz.
– Nie zjem tego wszystkiego. –
Wpatruję się w to, co zostało na stole.
– Zjedz to, co masz na talerzu.
Gdybyś wczoraj porządnie się najadła, nie byłoby cię teraz tutaj i nie
odkrywałbym tak szybko kart.
– Usta ma zaciśnięte w cienką linię. Wygląda na
zagniewanego.
– Co cię tak śmieszy? – pyta.
Kręcę głową, nie śmiejąc powiedzieć prawdy. Przełknąwszy ostatni kęs naleśnika,
zerkam na niego. Mierzy mnie bacznym spojrzeniem. – Grzeczna dziewczynka –
orzeka. – Zawiozę cię do domu, kiedy wysuszysz włosy. Nie chcę, żebyś się
przeziębiła.
Dobry pieseczek! Zjadł śniadanko! Masz
nagródkę!
– A ty gdzie spałeś dzisiejszej
nocy?
Nie widać żadnej pościeli ani
koców, choć oczywiście mógł je już sprzątnąć.
– W swoim łóżku – odpowiada
zwięźle. Spojrzenie ma znowu pozbawione emocji.
– Och.
– Owszem, dla mnie także była to
nowość. – Uśmiecha się.
– Nieuprawianie seksu... – No i
proszę, wypowiedziałam to słowo. I oczywiście oblewam się rumieńcem.
– Nie. – Kręci głową, marszcząc
brwi, jakby przypomniało mu się coś nieprzyjemnego. – Spanie z kimś. – Bierze
ze stołu gazetę i wraca do czytania.
Tak! Bo Grey
zakochał się w Anastazji i ona go zmieni i z buca stanie się prawdziwym
dbającym o ukochaną mężczyzną. I będą się kochać i kochać i robić dużo dzieci.
Wróóóóć, chyba właśnie wygadałam
fabułę całych trzech tomów. Och nie. Ja zła, ja niedobra.
Chcę umyć zęby. Dostrzegam
szczoteczkę Christiana. To byłoby tak, jakbym czuła go w swoich ustach. Hmm...
Zerkając z miną winowajcy na drzwi, dotykam włosia szczoteczki. Jest wilgotne.
Musiał już jej użyć. Biorę ją szybko, wyciskam na nią pastę i w ekspresowym
tempie myję zęby. Ależ ze mnie niegrzeczna dziewczynka. I muszę przyznać, że to
dość ekscytujące.
Ale ty jesteś szalona Anastazjo!
W
milczeniu podążamy do windy.
TAK! Trzymajcie się! Na to
czekaliście!
Winda vol. 2
Gdy czekamy, rzucam mu spojrzenie
spod rzęs, a on kątem oka zerka na mnie. Uśmiecham się, a jego usta lekko się
wyginają.
W sinusoidę czy tangensoidę?
Nadjeżdża winda i wsiadamy do
niej. Jesteśmy sami. Nagle z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu, możliwe, że
przez to, iż znajdujemy się tak blisko siebie w zamkniętej przestrzeni,
atmosfera ulega zmianie i
naładowana jest elektrycznym, emocjonującym wyczekiwaniem.
My też, my też, droga autorko!
Oddycham szybciej. Christian odwraca
głowę w moją stronę. Jego oczy są koloru grafitowego. Przygryzam wargę.
– Och, pieprzyć dokumenty –
warczy.
Bohater któremu oczy zmieniają się w
zależności od humoru: checked.
Doskakuje
do mnie, popycha na ścianę.
Pchnął was kiedyś ktoś na ścianę w
windzie? Jak ona się wtedy słodko telepie!
Nim orientuję się, co się dzieje,
biodrami przyciska mnie do ściany, obie moje dłonie trzymając w górze w
żelaznym uścisku.
Tak! W końcu! Dostajemy to!:
O święty Barnabo.
Iiiii…. Podniecenie poleciało na łeb
na szyję.
Drugą ręką pociąga za kucyk,
zmuszając do uniesienia głowy, a sekundę później jego usta lądują na moich.
Jak ten tango charlie?
To niemal boli. Wydaję cichy jęk,
rozchylając wargi i dając zielone światło jego językowi.
- Jedziemy panowie! – zakrzyknął język
razem z kropelkami śliny.
On to natychmiast wykorzystuje,
wprawnie eksplorując wnętrze mych ust.
Eksplorując jego
wnętrze. Czekajcie, muszę sobie to wyobrazić, bo ciągle widzę język z kaskiem
górniczym wnętrze jamy ustnej.
Jeszcze nigdy się tak nie
całowałam. Mój język niepewnie dołącza do tego powolnego erotycznego tańca,
opierającego się na dotyku i odczuwaniu. Christian ujmuje moją brodę i
przytrzymuje głowę na miejscu.
Którą ręką? Wcześniej miał obie
zajęte, a naprawdę próbuję sobie to wyobrazić!
Jestem bezradna, ręce mam
unieruchomione, głowę także, a ostatecznie ucieczkę wykluczają jego napierające
biodra.
Biodra jak więzienie. Oj Chrystianie,
ty niedobry chłopcze!
Czuję na brzuchu nabrzmiałą
erekcję. O rety... On mnie pragnie. Christian Grey, grecki bóg, pragnie mnie, a
ja pragnę jego, tutaj... teraz, w windzie.
Nie cierpię zwrotu: nabrzmiała erekcja.
Do chuuu… pana! Erekcja to wzwód! Tak?
Tak. Wzwód to usztywnienie i powiększenia (nabrzmieniu). Tak? Tak! Więc jak do
cholery masło ma być maślane!
–
Jesteś... taka... słodka – mruczy.
Super, a ty masz masło maślane.
Kabina staje, drzwi się otwierają
i Christian natychmiast się ode mnie odsuwa. Trzej biznesmeni w eleganckich
garniturach wchodzą do środka, uśmiechając się pod nosem. Serce wali mi jak młotem
i czuję się, jakbym właśnie przebiegła maraton. Mam ochotę pochylić się i
oprzeć dłonie na udach... ale to jest zbyt oczywiste.
Ktoś tu musi popracować nad kondycją.
Rzucam spojrzenie Christianowi.
Wydaje się tak spokojny i opanowany, jakby rozwiązywał krzyżówkę w „Seattle
Times”. To takie niesprawiedliwe. Czy moja obecność w ogóle na niego nie działa?
Halo! Idiotko! Stał mu przed chwilą
(albo ciągle stoi)!
Zerka na mnie kątem oka i cicho
wypuszcza powietrze z płuc. Och, a jednak działa.
Ja pierniczę.
Moja maleńka wewnętrzna bogini kołysze
się w powolnej, zwycięskiej sambie. Biznesmeni wysiadają na pierwszym piętrze.
Zostało nam więc jeszcze jedno.
– Umyłaś zęby – mówi, patrząc na
mnie.
Dobry sposób na wznowienie
konwersacji.
Drzwi rozsuwają się na parterze.
Christian bierze mnie za rękę i pociąga za sobą.
– Ach, te windy – mruczy pod
nosem, przechodząc przez hol.
Z trudem dotrzymuję mu kroku, bo
straciłam przytomność w windzie numer trzy w hotelu Heathman i już jej nie
odzyskałam.
I my tracimy przytomność razem z tobą,
Anastazjo. A za tydzień:
Przelecimy się helikopterem, przejedziemy
się autem i…
A zresztą, zobaczycie ;)
P.S. Szniki, ciągle czekam na te sugestyje twe!



